WITAMY NA STRONIE WKS SZCZUPAK ROGALINEK !
   
  Szczupak Rogalinek
  Wędką i piórem
 

 

Wiersze z tomiku " W ramionach Drawy " - Roman Habdas




 

W ramionach Drawy


Spięszę ku tobie

skrajem ujmującej nocy


rozkochany

nienasycony smukłością

zakolami

wypełniam cię

szemrzącą


a ty


wplatasz powłóczyste warkocze

rozniecasz pożądliwość

i skąpisz

zimnokrwistych uciech


rzeko






Nad Drawą I



Nad Drawą

jesień zaczepiła mnie

całą długością nitki

babiego lata


stanąłem


na żyłce tańczył błyszcz

po wodzie płynęły listki

barwione październikiem

tymiankowe lipienie

ulatywały z dna

by pochwycić nimfę i wrócić


w falujące ramiona

zielonej ciszy





Nad Drawą II



Gdzieś

między Moczelami a Głuskiem

gdzie głusza w brzezinie

obcuje z wydrami


spocznij

na powalonym grabie


spójrz jak korzeniami błaga niebo

o mrok wilgotnej ziemi

wysłuchaj milczących konarów

dosięgłych toni


w których nie wiatr

nie ptaki

a ryby

swoje wiją gniazda



Noc na bindudze


Siedzę na zwalonym pniu

mądry puchacz na drzewie

biorę kąpiel

w falach gasnącego ogniska

wiatr

rozwija nade mną bukowy dym


słucham wspomnień

o krolewskich łososiach



 Wiersze z tomiku " Z gliny ulepieni " Roman Habdas




W uprzęży


 

Zapędziłem się zaślepiłem

coraz trudniej znaleźć

siebie dla ciebie

wychynąć

z uprzęży ulic


 

Skazany na miasto

uwiązany do roboczogodzin

tęsknię do krasnorostów

ich źrenic u dna

płani tulących mchy do otoczaków

chruścików w okrzemkach


 

Drawo

kołysko smoltów

minogom i trociom moich myśli

przychylna


 


 

Graffiti dla siebie


 

Wyluzuj człowieku – mówię do siebie

coraz częściej


 

Zrzucam z polerów cumy przymusów

przeładunki portowe zostawiam

i przystań komiwojażerów

sprzedających jutro


 

Niesiony swobodą opuszczam

blokowisk nabrzeża

Płynę na rozlewiska Obry

wypogodzić się z ołowiu chmur


 

Płomienie grążeli

gaszą kilwater łódki

milkną wiosła

zakotwiczam się w oczeretach


 

Zdążyłem

na koncert ważek


 


 

Graffiti znad Warty


 

Przełajem po kolana w trawie

bielonej krwawnikami


 

Topniejącego lata dreszcz

wchodzi bosymi stopami

za kołnierz koszuli


 

Upłynie trochę rzeki nim kropla

słońca zawiruje na parkiecie

gęsiej skórki

nim siatkę rozpiętą

między czarcim żebrem

odstąpi pająkowi

rosa


 

Nim łąką zatrzęsie

konników polnych

tabun

 


 


 


 

Barometr


 

Moszczę zadek w fotelu

kurz puchary obsiadł

przygasił kryształ

patyna trawi wyrazy

mosiężnym tabliczkom wpojone

dyplomy którejś szuflady

wylegują kąty

a medale

złote

(tylko z nazwy)

k o r o d u j ą


 

Ostrzę kotwiczki

uzbrajam plany


 

Znad Jutlandii

podchodzi

wyż



 

 


Roman Habdas – wiersze z tomiku "Żucie szczawiu" (RSTK Gorzów Wlkp., 2007 r.)

Moje wędkowanie zaczęło się nad Kanałem Mosińskim, kiedy spod lasu przy ulicy Jasnej przeprowadziliśmy się do kamienicy stojącej przy rynku. Za podwórkiem i ogródkami płynęła rzeczka...

Od lat rodzą się wiersze i opowiadania, w których (ponoć) jest smak, jak w dobrej, gorącej zupie zjadanej zaraz po przyjściu z włóczykijostwa.

 

 

"Nie mam nic do powiedzenia, więc o tym mówię, i proszę, oto poezja"

 

(John Cage)



 

Ryby i koty


Wszystkie koty z Garbarskiej

łasiły się do Stefana i lazły za nim

w podwórze kamienicy pod piątym

przy pieńku wyciągał z puszki po marmoladzie

rybę po rybie a były w niej takie jozie

i klonki że zapierało dech

łowił na snówkę z zasiadki

często na macanego idąc brzegiem

Kanału Mosińskiego

pod Krosinko albo za kolejowy most

Stefan jak nikt miał do ryb żyłkę

i katarynę przy bambusie

do jej nawijania

koty raczył łbami i litością



Most budzyński


W kąt maska powagi

niech wrócą kwaśne jabłka

chrabąszcze zmierzchem czerwca

w menu płochych kleni

krótkie spodnie i rozum

tamtych lat pędraka

Garbarską i parkiem

szybciej od jaskółek

co pod grążel słońca

fraki wynosiły

by na moście stanąć

stuokim sękami

by przekroczyć poręcz

głową pełną kiełbi



Most przy rzeźni


Drżał pod kołami furmanki Klarka

racicami bydła pędzonego na rzeź

zacieniał drewnianym kadłubem

orzeźwiające wodę kikuty starych filarów

izbic zamulone resztki

spomiędzy których wypływały na żer

ryby bezgwiezdnych nocy

i psiej pogody

oczami sęków zapatrzonych w nurt

wszystkich pór roku

płynął nieustannie pod prąd

wystarczyło kroplę wyobraźni zabrać

głowę wychylić za reling poręczy




Śleperyby


Po dzisiaj przedkładam ich smak

wydobyty gałązką lubczyka

nad krem solferino

z groszkiem ptysiowym

chińszczyznę wselaką

pizze i burgery

gotowane na wędzonych żeberkach

puszczały tłuste oka

do grubych plastrów pyrek

marchwi i pietruszki

dosmaczane zasmażką z łyżką skwarek

dochodziły w emaliowanym garnku

na bocznej płycie pieca

gdy ojciec wracał z fabryki

gorące raczyły gębę

od ucha do ucha



* śleperyby – gwarowa nazwa ziemniaczanki

 
  Strone odwiedził 85798 odwiedzający (314983 wejścia)  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=